No tak, to było do przewidzenia. W poniedziałek dzień zakończył się w dzielnicy rozrywkowej 1912. Dzielnica 1912 budzi się do życia po 22, praktycznie każdego dnia. Jest to historyczna dzielnica miasta, która znajduje się przy pałacu prezydenckim, na którego zwiedzanie (wstyd się przyznać) brakło nam czasu. Znajduje się tu 17 dobrze zachowanych, bądź dobrze odrestaurowanych budynków z tego okresu. A w całą tą historyczną otoczkę, zostały wplecione knajpki puby i restauracje. Dyskoteki i kluby nocne. Amerykańskie „sieciówki” i japońskie jadłodajnie, a na deser, wszelkiej maści salony piękności. W każdym razie dzielnica 1912 w Nanjing jest tym samym, co Xin Tian Di w Szanghaju.
Poniedziałek stał generalnie pod znakiem przygotowania do wyjazdu. Jest to ostatni dzień jaki spędzamy w całości w Nanjing. Udało nam się zrealizować część planu przeznaczoną na to miasto. Chociaż nie zobaczyliśmy wszystkiego, ale to jest powodem, by przyjechać tu ponownie.
Z samego rana odwiedziła nas Joy nasza chińska przyjaciółka. Pomogła nam zweryfikować nasz plan podróży na najbliższy tydzień, zarezerwować hotele na najbliższe 2 dni oraz sprawdziła dokładnie wszystkie niezbędne połączenia komunikacyjne. Jest to nasz pierwszy samodzielny wypad poza Nanjing i Shanghai, więc taka pomoc była na wagę złota.
Dzień upłynął nam bardzo przyjemnie, a to wszystko dzięki Januszowi, który postanowił zrobić sobie kilka godzin wolnego w pracy. W końcu jest niedziela i kiedyś trzeba odpocząć. Postanowił pojechać z nami na małą wycieczkę. Jego radość z zaistniałego faktu była o tyle większa, że był to jego pierwszy wolny dzień od ostatniego przyjazdu do Chin.
Wsiedliśmy do metra i pojechaliśmy na ostatni przystanek obok stadionu olimpijskiego.